Ponadczasowe i młodzieńcze perfumy Calvin Klein

Calvin Klein CK One
Żadna marka perfum nie jest tak płodna jak Calvin Klein. Od czasu ich pierwszych perfum w 1978 roku wypuszczono imponującą liczbę 89 zapachów. Jestem prawie pewien, że istnieje wiele ukradkowych flankerów, które sprawiają, że liczba ta może być jeszcze wyższa. Prawda jest taka, że ​​ze względu na to, że dom jest dostawcą wielu kultowych zapachów, Klein uwielbia dobry flanker, aby wykorzystać już istniejące marki, ale kto może ich winić? Z pewnością
łatwiej jest stworzyć miliard i jedną wersję kultowego One niż wymyślić przyzwoitą nazwę dla nowego zapachu…

Tak więc w tym roku pojawi się więcej flankerów tej firmy. Pierwszy to duet zapachów nadający nazwę CK One z dopiskiem Red for Her i przeznaczony dla kobiet oraz Red for Him dedykowany mężczyznom. Te różowe wydania kultowego zapachu unisex są inspirowane atmosferą imprezy, która pulsuje supernaładowaną, nieokiełznaną energią, co brzmi jak dobra zabawa. W w tej chwili wciąż nie jestem pewien, gdzie wkracza w to element „czerwony”, zwłaszcza że oba zapachy są tak samo pozbawione koloru, jak marketingowa gadka. Trzecim zapachem jest Endless Euphoria, niezbyt ciekawy flanker potwora zapachowego z 2005 roku Calvin Klein Euphoria. Po Euphoria Blossom i Forbidden Euphoria, ta jest reklamowana jako aromat, który przekłada prowokacyjną fantazję ikonicznego pierwowzoru na czystą podnoszącą na duchu zmysłowość. I z pewnością podąża za nim jako znacznie lżejsza (o wiele lżejsza), bardziej przezroczysta i pastelowa wersja oryginału.

Jak pachną zapachy CK one Red?

Wiele rzeczy przychodzi na myśl, gdy myśli się o czerwonych perfumach – soczyste czerwone owoce, róże i ognista przyprawa cynamonowa (żeby wymienić tylko kilka). Trzy rzeczy, które z pewnością nie wyskakują z głowy, to arbuz, kąpiele ze słoną wodą i piżmo. Ale to są właśnie te wątki, które wypełniają nuty CK One Red for Her. Rzeczywiście to bardzo ciekawe wybory. Ustaliliśmy więc, że CK Red dla niej nie jest szczególnie czerwony, więc jak naprawdę pachnie? Cóż, gdybym miał to trafnie podsumować, nazwałbym go dziwną wodną kompozycją. Otwiera się orzeźwiającym akordem soli morskiej, melona (bardziej Galia niż arbuz FYI) i mocną podbudową cytrusów w odcieniach żółci, zieleni i wszystkiego pomiędzy. Ta cała mieszanka jest trochę tropikalna i plażowa, co może sugerować, że jakikolwiek naładowany moment, o którym ma sugerować zapach, obejmuje tanie koktajle i wycieczkę na Ibizę. Dziwna część pochodzi z solnego i niemal metalicznego podkładu, który niejasno (i mam na myśli bardzo niejasno) przypomina przerażające, ale wspaniałe Secretions Magnifiques Etat Libre d’Orange. To powiedziawszy, nie ma wielkiego zainteresowania, ani nic w tym względzie, które następuje po tym metalicznym, plażowym festiwalu alkoholowym, ponieważ Calvin Klein Red for Her kończy się na bladym i delikatnym łożu za słonego piżma. Damska wersja wody toaletowej CK One byłaby przyzwoitym letnim zapachem plażowym i choć nie jest szczególnie niekonwencjonalna, jest zaskakująco męska jak na zapach reklamowany jako kobiecy. Trochę przypomina mi Beyond Paradise for Men Estee Lauder, choć w mniej wyrafinowany i dobrze skomponowany sposób. Poszukaj tego, jeśli szukasz czegoś, co komplementuje twoją wódkę i Red Bulla na plaży.

Jeśli powiem ci, że CK One Red for Him też nie jest szczególnie czerwony, nie zdziwiłbyś się, prawda? Nie jest też zaskakujące, że ten męski wariant (jak i damski) nie jest powiązany z oryginalnym CK One w żaden inny sposób niż tylko dzieląc się nazwą kultowej esencji. Jeśli już, to ta konkretna propozycja od Calvina Kleina jest bardziej beżowa niż rouge. Kompozycja ma nuty słodkiej gruszki i zielonych liści. Od samego początku jest odpowiednio rześka i mydlana z wyraźnym ogólnym, męskim klimatem, ale na szczęście w subtelny sposób. To nie jest zapach perfum, a mokry zamsz wymieniony w nutach to nic innego jak powiew drzewnej skóry. Red for Him znika tak szybko, jak się zacząl i podczas gdy for Her jest nieco interesujący ze względu na mleczną, metaliczną słoność, for Him nie robi żadnego wrażenia. Calvin Klein udowodnił, że mogą zrobić przyzwoity męski flanker do CK One z przyjemnym bursztynowym Shock for Him, jednak w tej czerwonej edycji marka zaczyna wyglądać, jakby rozcieńczała nazwę tylko tak mało trochę za dużo.

Endless Ephoria- W cieniu oryginału

Oryginalna Euphoria wyprodukowana na rynek komercyjny w 2005 roku to bastion super rozpieszczających perfum. Czerpiąc więcej niż uczciwą część wskazówek z Mugler Angel, łączy rubinowoczerwone owoce z masywnie śmierdzącą nutą paczuli, która naprawdę przypomina niemyte ciała i ciężką noc w klubie. To połączenie sprawia, że ​​Godzilla wszystkich zapachów fruitchouli jest niesamowita, monstrualna, która jest dziwnie atrakcyjna, mimo że w większości przerażająca. Zaufaj mi, jeśli zobaczysz Euphorię czającą się w ciemnym zaułku – uciekaj! Endless Euphoria z 2014 roku, stworzona przez Bruno Jovanovica (człowieka odpowiedzialnego za Dries van Noten Malle), to zupełnie inna bestia. W rzeczywistości bestia jest niewłaściwym określeniem tego zapachu, ponieważ tak naprawdę jest to coś znacznie bardziej zachwaszczonego niż Euphoria. Zapowiadana jako bardziej czysta wersja oryginału, Endless dzieli ze swoją poprzedniczką melanż słodkich czerwonych owoców, jednak zamiast być bogatą i żywą, wydaje się nieco bardziej rześka, zroszona i, jak prawdopodobnie bym to ujął – pastelowa. Te czerwone owoce zachowują przyzwoity poziom słodyczy, ale sprawiają wrażenie świeżo zebranych i umytych, w przeciwieństwie do szkarłatnych owoców Euphorii.

Endless Euphoria szczyci się kwiatowym sercem składającym się z róży, fiołka i syringi, ale w rzeczywistości wcale nie jest szczególnie kwiatowa. Są kwiaty, tak, ale wpadają w pułapkę bycia niewyraźnie kwiatowych, co oznacza, że ​ delikatnie nucą, rzucając odcienie piżmowo-białych kwiatów, bez żadnego kwiatu naprawdę dominującego. Ogólne wrażenie bardziej przypomina butelkę z napisem Generic Floral Accord no 657, znajdującą się na półkach IFF niż cokolwiek związanego z naturą. W bazie Endless osadza się na słodkim i wodnistym piżmie (to musi być bambus) bez żadnych konsekwencji. Tak więc ten aromat nie jest tak odważny, bezczelny i szalony jak oryginał Calvina Kleina, ale jest przyjemny. Głównym problemem jest to, że jest niewyraźny i łatwo zgubi się wśród rzędów wystarczająco ładnych owocowych kwiatów na półkach w przeciętnym domu towarowym. Chyba nasuwa się pytanie, czy naprawdę potrzebujemy kolejnej pastelowej różowej kobiecości bez żadnych konsekwencji? Calvin Klein z pewnością tak uważa.

Dodaj komentarz